Xiążki 2025
Czyli najlepsze rzeczy, które przeczytałem w 2025 roku.
Przebiłem się w zeszłym roku przez około 120 książek i wyrobów książkopodobnych1, z czego na szczęście tylko 5 uznałem za koszmarne marnowanie życia (i mimo wszystko, z jakiegoś pewnie głupiego powodu, doczytałem do końca). Znaczna większość trafiła gdzieś w okolice “no całkiem okej” i “spoko, fajne”, ale trafiło się jednak też trochę rzeczy, które zostaną ze mną na dłużej — i oczywiście, zgodnie z duchem rocznych podsumowań, właśnie o nich dzisiaj trochę porozmawiamy.
Nie będę wrzucać wszystkiego, co mi się bardzo podobało, bo część trafiła już do bibliografii tekstów, które tu publikowałem (jak na przykład książki Elaine Pagels i Toma Wolfe) albo wkrótce tam trafi. Zebrałem zamiast tego, podobnie jak w przypadku polecanek muzycznych, parę mniej lub bardziej sensownych kategorii tematycznych i będę radosny niepomiernie jeżeli znajdziecie tu też coś dla siebie!
#1: Wszystko jest do dupy
Omar El Akkad: “One Day, Everyone Will Have Always Been Against This”
Jeżeli jeszcze nie czytaliście, to koniecznie przeczytajcie reportaże “Izrael już nie frunie” (2006) i “Oczy zasypane piaskiem” (2014) Pawła Smoleńskiego. To przepiękne książki, które próbują doszukać się w konflikcie między Izraelem i Palestyną jakichś resztek człowieczeństwa, które mogłoby doprowadzić do pokoju — ale i powalająca krytyka tych, którzy pomimo doświadczenia dehumanizacji na skalę, której nikt wcześniej nie był w stanie sobie nawet wyobrazić, są w stanie dehumanizować innych. Polecam te reportaże też dlatego, że opowiadają o świecie, który już nie istnieje i istnieć nie będzie — są przez to niesamowitym zapisem ulotnej, a jednak niedawnej, możliwej do faktycznego pamiętania i wyobrażania sobie, historii. Pozwalają dzięki temu też spojrzeć na to, co dzieje się teraz w Gazie i albo zrobić mądrą minę stwierdzając, że to oczywista konsekwencja prowadzonej od lat polityki i wiadomo było, że do tego dojdzie albo przeżywać tę tragedię mocniej, bo dzięki historiom Smoleńskiego łatwiej jest myśleć o tym, co ważne — zwykłych ludziach, którzy tam umierają, a których dzięki świetnie przyjętej na Zachodzie amerykańskiej propagandzie wyobrażamy sobie przede wszystkim jako dzikusów-terrorystów.
Omar El Akkad w swojej książce prezentuje nam natomiast otwartą ranę i zaczyna w niej grzebać — z każdym rozdziałem coraz mocniej i głębiej. I albo będziemy na to patrzeć (z dowolnym odruchem na jaki pozwala nam nasza empatia) albo zdamy sobie sprawę z tego, że ta rana nie jest jego, tylko nas wszystkich — jako ludzi.
To nie jest ani zbiór felietonów, ani reportaż, ani autobiografia — trudno powiedzieć czym jest ta książka, bo jest chyba przede wszystkim próbą wyrażenia w jakikolwiek sposób niewyrażalnego gniewu i bólu. El Akkad obraca te emocje na wszystkie strony: wbija się w nie jak chirurg i rzeźnik, przeskakując co chwilę od precyzyjnych nacięć skalpelem do machania na oślep tasakiem. Na jednej stronie możemy przeczytać więc refleksje na temat pustki i manipulacji, jaka kryje się w języku i naszych sposobach opisywania świata, żeby chwilę później oberwać kolejną listą tragedii, których próbujemy za pomocą tego języka uniknąć.
El Akkad nie opowiada o tym kto zawinił, czy ktoś ma rację, czy cokolwiek jest usprawiedliwione. Przygląda się raczej pewnego rodzaju chorobie psychicznej, która w ogóle prowadzi do zadawania takich pytań — chorobie objawiającej się na przeróżne sposoby (w organach władzy lokalnej i światowej, w międzynarodowej polityce, w teoriach ekonomicznych i społecznych, w dowolnej manifestacji naszej zmyślonej rzeczywistości), a która doprowadziła do tego, że żyjemy w świecie, w którym jesteśmy w stanie wzruszyć ramionami na każde możliwe okropieństwo.
Im dalej w książkę, tym krzyk staje się coraz bardziej rozpaczliwy — i tym bardziej możemy zacząć chcieć się odciąć od tego, co właściwie przeczytaliśmy. Co samo w sobie jest doskonałym komentarzem na temat tego, co autor chce nam przekazać.
Aby zachować wartości cywilizowanego świata, trzeba podpalić bibliotekę2. Wysadzić meczet3. Spalić gaje oliwne4. Przebrać się w bieliznę kobiet, które uciekły, a potem robić sobie zdjęcia5. Zrównać z ziemią uniwersytety6. Grabić biżuterię, dzieła sztuki, banki, żywność7. Aresztować dzieci za zbieranie warzyw8. Strzelać do dzieci za rzucanie kamieniami9. Paradować z pojmanymi, półnagimi10. Wybić mężczyźnie zęby i wepchnąć mu do ust szczotkę klozetową11. Poszczuć psami bojowymi mężczyznę z zespołem Downa, a potem zostawić go na śmierć12.
W przeciwnym razie to niecywilizowany świat mógłby zwyciężyć.
WERSJA POLSKA: Będzie wydane przez ArtRage w maju 2026.
Amin Maalouf: “Adrift: How Our World Lost Its Way”
Parę lat temu odwiedziłem Egipt, Jerozolimę, Jordanię i tym podobne — zostało mi z tych wyjazdów, poza często dziwnymi wspomnieniami, przede wszystkim bardzo dużo pytań. Kompletne niezrozumienie niektórych aspektów kultur z tamtych rejonów świata, ale też nieznajomość ich historii w sposób, który wyjaśniałby drogę od punktu A do punktu B, sprawiły, że zacząłem szukać książek odchodzących trochę od głównego nurtu zachodniej myśli. W ten sposób trafiłem na fantastyczne “The Crusades Through Arab Eyes” Amina Maaloufa i siłą rzeczy sięgnąłem po jego kolejne rzeczy.
“Adrift” to dosyć krótki esej mieszający wątki biograficzno-historyczne z opiniami na temat przeróżnych wydarzeń, które doprowadziły do “zagubienia się” krajów islamskich (i nie tylko). Dużo smutku jest w tej książce, przede wszystkim związanego z refleksjami o tym, co mogło być, a się nie wydarzyło — z przeróżnych powodów, niekoniecznie oczywistych, a i często zaskakujących dla kogoś, kto bliskowschodniej polityki nie śledził (ani nie żył, kiedy kluczowe dla niej wydarzenia miały miejsce).
Jedną z rzeczy, o których Maalouf wspomina jest zaskakujące wystąpienie Nasera wyśmiewające ciemnogród Bractwa Muzułmańskiego — moment w dziejach, który doskonale obrazuje to, co — jako świat, ogólnie jako ludzie — straciliśmy. Jednocześnie sporo miejsca poświęca też traumie, jaką na arabskim świecie wywołała Wojna Sześciodniowa, o czym w przypadku polityki Nasera mówi w ten sposób:
Nie powinien był pozwolić innym wybierać daty i czasu konfliktu. Ani swoim wrogom, ani też wrogom w świecie arabskim, którzy sami oddawali się demagogii — czasem z nacjonalistycznego uniesienia, a czasem po to, by zobaczyć jego porażkę.
I w ten sposób Naser się potknął, a gdy upadł, pociągnął za sobą cały świat arabski — i to na długi czas. Mówiąc o Izraelu w jednym ze swoich ostatnich przemówień, wygłoszonym kilka miesięcy przed śmiercią, Naser powiedział: „Tak jak nasz wróg nie może sobie pozwolić na przegranie choćby jednej bitwy, tak i my nie możemy sobie pozwolić na przegranie kolejnych. Jeśli nasz wróg walczy plecami do morza, my walczymy plecami do otchłani”.
I tak dalej, i tym podobne. Jeżeli kogoś interesuje refleksja na temat tego, jak dużo skrętów w niewłaściwe strony zrobiliśmy w XX wieku — poza tymi oczywistymi, o których słyszał każdy w Europie — to polecam. Jeżeli nie, to polecam chociaż zerknąć na książkę tego samego autora o krucjatach, bo jest naprawdę świetna.
WERSJA POLSKA: “Rozregulowany świat”, wydawnictwo Czytelnik
Max Fisher: “The Chaos Machine: The Inside Story of How Social Media Rewired Our Minds and Our World”
Jakoś tak się złożyło, że miałem ochotę się trochę powściekać na urlopie, więc zerknąłem w stronę paru książek na temat mediów społecznościowych i tym podobnego nowoczesnego badziewia, które rujnuje świat. Na pierwszy ogień poszło “Careless People: A Cautionary Tale of Power, Greed, and Lost Idealism”, bo zaciekawiło mnie dlaczego Sarah Wynn-Williams dostała nakaz zaprzestania promocji swojej książki — no i historia wychodząca prosto z wnętrza Facebooka opowiedziana przez kogoś, kto tam był, brzmiała jak coś interesującego. No i faktycznie było to interesujące, bo w śliczny sposób opisuje kompletną, totalną pustkę moralną, jaką przedstawiała sobą — i przedstawia nadal — kadra zarządzająca Facebookiem. W jaki sposób “platforma społecznościowa” wspiera ludobójstwo, w jaki sposób całkowicie bezmyślnie, z gracją słonia w składzie porcelany, destabilizuje jeszcze bardziej niestabilne kraje i gospodarki, w jaki sposób… i tak dalej. I wszystko to opisane przez kogoś, kto w tym uczestniczył. Nie kupuję białych rękawiczek, które autorka próbuje sobie cały czas nakładać, ale jak się wykreśli te momenty, to zostaje głównie sporo stron smutku i złości.
A że było mi mało, to sięgnąłem jeszcze po “The Chaos Machine” Fishera i to była dużo lepsza książka — coś, co mógłbym polecić jako wstęp do ruiny mentalno-moralnej, jaką serwują nam amerykańskie korporacje, media społecznościowe i wszystkie ich odpryski. Jeżeli nie śledzicie tych tematów albo macie w rodzinie kogoś, komu przydałoby się to wyjaśnić, to jest to jedna z lepszych książek na ten temat, jakie widziałem. Zresztą każda książka, która sprawia, że zadajesz sobie pytanie “dlaczego oni jeszcze nie siedzą w pierdlu?” co parę stron jest interesująca i tak jest też w tym przypadku. To jest dramat — a będzie tylko gorzej.
WERSJA POLSKA: Wydawnictwo Szczeliny
Nellie Bowles: “Morning After the Revolution: Dispatches from the Wrong Side of History”
Z kompletnie innej strony barykady zaatakowała mnie ksiązka Nellie Bowles, na którą trafiłem zastanawiając się dlaczego alt-right i tym podobne perspektywy zyskały na popularności i jak wygląda temat kulturowego zwrotu przeciwko ideologiom lewicowym (lub lewicowe przypominającym).
No i jest to generalnie przerażająca rzecz do czytania, bo jej refrenem są zgliszcza zostające po potencjalnie dobrych pomysłach — to zbiór historii o tym, jak idee mające teoretycznie promować równość, wolność i braterstwo zmieniały się w ostatnich latach historii Stanów w rzeczywistość generującą przede wszystkim cenzurę, ostracyzm i nienawiść.
Książka w żaden sposób nie wyczerpuje tematu — działa raczej jak reflektor kierowany na momenty, w których amerykańska lewica według autorki przegięła potężnie, czy też momenty, które zmieniły jej światopogląd i podejście. A kiedy mówimy o osobie piszącej kiedyś dla New York Timesa, głosującej na Hillary, która za sprawą swojej żony przeszła na judaizm, to można sobie w sumie wyobrazić jak srogie muszą być te historie.
#2: Dlaczego wszystko jest do dupy
Joost Meerloo: “The Rape of the Mind: The Psychology of Thought Control, Menticide, and Brainwashing”
Erich Fromm miał do przekazania bardzo dużo ciekawych rzeczy, a jedną z nich jest refleksja o uciekaniu od wolności — paradoksalna niechęć do jej posiadania. O tym, że wolność potrafi ludzi paraliżować i zmieniać w bezmyślne zombie, że ludzie jej często po prostu nie chcą, bo są na to zbyt zmęczeni, pisała też masa innych socjologów, filozofów i innych -ów.
Tekst Meerloo jest wśród tego wszystkiego interesujący głównie dlatego, że pisał z perspektywy doktora medycyny i psychoanalityka w latach 50., a więc próbując znaleźć jakieś wyjaśnienie dlaczego ludzie byli w stanie pójść za nazistami — i peron mu przy tym nie odjechał (jak Reichowi, którego “Mass Psychology of Fascism” skręca w BARDZO dziwne miejsca), co się w tego typu publikacjach ceni. No i dzięki temu rozpisał bardzo interesujący przewodnik po przeróżnych technikach prania mózgu i warunkowania, oraz powodach, które sprawiają, że one w ogóle działają.
Tak ogólnie, to jest to książka, którą na sto procent czytali doradcy i stratedzy wygrywających w naszych czasach polityków — niewiele w sumie widziałem materiałów, w których ktoś równie trzeźwo i spokojnie wyjaśniałby mechanizmy odpowiadające za popularność totalitaryzmów. Świetnie wyjaśnione są więc sposoby niszczenia sensu języka i sprowadzania dyskusji do absurdu, grania na emocjach i całkowitego omijania prawdy/faktów, oraz wiele innych rzeczy, które doskonale opisują naszą codzienność, dzisiejszą rzeczywistość. Bo o ile Meerloo opisuje metody, które dopiero się tworzyły i systematyzowały w celu ostrzeżenia przed nimi, tak teraz jesteśmy w stanie obserwować jak ewoluują i zostają doprowadzone do perfekcji.
Przerażające jest w tym kilka rzeczy, chociażby to, że praktycznie nikt nie jest na pranie mózgu odporny — na odpowiednio długiej linii czasu, przy odpowiedniej technice, totalitaryzm może okazać się po prostu ulgą, która pozwoli zmęczonemu człowiekowi zawiesić na chwilę myślenie, bo ktoś pomyśli za niego.
Przy okazji warto zawsze pamiętać też jak małymi i żenującymi ludźmi są wszelkiej maści dyktatorzy, o czym pięknie opowiada Chris Mikul w “My Favourite Dictators: The Strange Lives of Tyrants”.
Joseph A. Tainter: “The Collapse of Complex Societies”
Bardzo mnie uspokoiła ta książka, bo w przepiękny sposób opowiada o tym, jak wszystko w końcu upadnie. I generalnie chodzi w niej przede wszystkim o to, że upadek nie jest jakimś tam wbudowanym w naszą kulturę samobójczym mechanizmem, tylko logiczną konsekwencją niemożliwego do utrzymania poziomu komplikacji, który charakteryzuje rozwój — rodzajem ciągnącego się wyroku, który raz na jakiś czas mówi “sprawdzam”, aż w końcu niechybnie okazuje się, że domek z kart musi się rozlecieć.
Książka Taintera jest też interesująca, bo stanowi dobrą odpowiedź na wszystkie popularne teorie upadków społeczeństw — w tym te, którymi regularnie się nas straszy. Przedstawia w jaki sposób społeczeństwa regularnie przeżywały katastrofy naturalne, najazdy barbarzyńców, wyczerpane zasoby czy “dekadencję” i “zepsucie” moralne, za każdym razem argumentując bez jakichkolwiek sentymentów, że skoro coś walnęło z powodu tak prostego stresora, to powód kryje się gdzieś indziej (dlaczego system był tak słaby, że nie mógł się obronić? może był już na etapie upadku i to był po prostu ostatni gwóźdź do trumny?).
Jeżeli popatrzymy na naszą współdzieloną rzeczywistość przez pryzmat tego, o czym pisze Tainter, to faktycznie można kiwnąć głową w zgodzie, że kumulacja złożoności, która się w naturalny sposób nie cofa i nie reguluje generowanych kosztów, w końcu doprowadzi do tego, że koszty staną się zbyt wielkie — jednocześnie można też spojrzeć z zainteresowaniem na to, że akurat nasz upadek jest unikatowy. Połączony, zglobalizowany świat, w którym poziom skomplikowania i połączeń jest na tyle wysoki, że nawet upadek zmienia swój charakter (rozciągając się w czasie na maskowane, fragmentaryczne zniszczenie), to koniec, który przynajmniej z zainteresowaniem można obserwować, bo o tym akurat w książkach historycznych nie czytaliśmy. Coś robimy po raz pierwszy. Hurra?
#3: O wariatach
Albert Camus: “Caligula and Three Other Plays”
Camus jest jednym z moich ulubionych literatów i Państwowy Instytut Wydawniczy ostatnio wypuszcza jego książki w nowych przekładach — polecam i polecać będę fenomenalny Upadek, który czyta się w jeden wieczór, a zapomnieć się nie da. Niedawno wydali ponad osiemset stron “Notatników”, które wydają się raczej niszowym materiałem, więc mam nadzieję, że idąc za ciosem wydadzą też zbiór sztuk teatralnych Alberta — na przykład ten, który ogarnął Penguin — bo są czytadłem przepięknym.
CALIGULA
In fact, the order of executions holds no importance at all. Or, rather, these executions are all of equal importance, which means they have none. Besides, they’re each as guilty as the other, one as guilty as the next. You’ll note, too, that it’s no more immoral to steal directly from citizens than it is to slip indirect taxes into the price of commodities citizens can’t do without. To govern is to steal, everybody knows that. The only difference is how you go about it. Me? I’ll steal openly. It’ll be a change from those small-time thieves.(…)
CALIGULA
Precisely. It’s about what’s not possible, or rather, it’s about making possible what isn’t.SCIPIO
But that’s a game with no limits. It’s a madman’s entertainment.CALIGULA
No, Scipio. It’s an emperor’s virtue. I’ve finally come to understand the purpose of power. It’s to give the impossible a chance. Starting today, and for all the days to come, my freedom will no longer know any boundaries.CAESONIA
I don’t know if that’s something to be happy about, Caius.CALIGULA
I don’t know if it is either. But I guess we’re going to have to live with it.(…)
CAESONIA
But that’s wanting to be equal to the gods, and I can think of no greater madness than that.CALIGULA
Even you. Even you think I’m crazy. And yet, what is a god that I should wish to be its equal? What I wish for today, with all my strength, is above and beyond the gods. I’m going to lead a kingdom where the impossible is king.CAESONIA
You can’t make the sky not be the sky, make a beautiful face ugly, a man’s heart unfeeling.CALIGULA
I want to stir the sky and sea together, blend beauty and ugliness, make laughter spring from suffering.
Dodatkowo
Z jakiegoś powodu miałem w tym roku też moment, kiedy czytałem trochę tekstów ludzi, którym peron odjechał w tę czy inną stronę — często zapominamy, że nie trzeba się z ludźmi zgadzać, żeby ich posłuchać, a historie wszelkiej maści radykałów niosą ze sobą przynajmniej wartość rozrywkową z samego faktu, że nie są nijakie.
I chociaż większość to raczej ściek intelektualny, to trafiły się rzeczy zaskakujące w trzeźwości swojego szaleństwa. W sensie: łatwo jest pisać kompletne bzdury. Jednak nadać bzdurom wewnętrzną logikę i ułożyć je w coś, co przypomina sensowny argument? No to już jest jakiś rodzaj sztuki. W tym aspekcie przoduje chyba Theodore Kaczynski, znany lepiej jako Unabomber, którego manifest “Industrial Society and Its Future” jest zaskakująco spójny i konkretny. Jednocześnie jest na tyle interesujący, że chociaż normalnie true crime i tym podobne omijam szerokim łukiem, to aż obejrzałem jakieś dokumenty o Kaczynskim i trafiłem na zaskakujące origin story, w którym chłopak w wieku 17 lat został poddany eksperymentom psychologicznym prowadzonym przez Henry’ego Murraya na Harvardzie. Nie będę mówić więcej, polecam zbadać temat.
Sporo innych manifestów wywołało u mnie raczej “ech…”, ale dwie książki były interesujące bo przynajmniej ich forma — antologie — dawała jakieś zróżnicowanie i oddech pomiędzy '“gorszymi” fragmentami. Bob Black w “Rants and Incendiary Tracts: Voices of Desperate Illuminations: 1558-Present” zebrał potężną kolekcję “rantów”, czyli po prostu wyrzygów złości na cokolwiek, co tam autorów gniotło — i jest to zbiór, w którym obok siebie leżą de Sade, Nieczajew, Redbeard, Sparre i Khomeini, czyli mamy w rękach potężny przekrój tematyczny. To książka pełna gniewu i szaleństwa — aż przez to momentami męcząca, ale no jednak przy okazji stanowi mocny dokument historyczny, bo spora część tych tekstów i postaci odbiła się w realny sposób na sztuce albo historii, a i momentami dystans czasu dzielący nas od ich autorów staje się miłą barierą.
Inaczej jest w “Subversive: Interviews with Radicals”, czyli kolekcji wywiadów, które przeprowadził Brian Whitney, a które są boleśnie “aktualne”, bo spora część z ich bohaterów jeszcze żyje. W tej książce mamy do czynienia z jazdą bez trzymanki, a przekrój opinii, z którymi się spotykamy jest naprawdę szeroki:
The people that were kind enough to talk to me are anarchists, socialists and primitivists. They are unrepentant drug users, they are people that have been put in prison for their sexual tendencies, and they are authors of books on how to make meth and nerve gas. They are murderers, they are imposters, they are white nationalists, and they are Black Panthers. They are 9-11 Truthers, they are occultists, and they worship gods from outer space. They are antinatalists, sexual deviants, and men’s activists.
Nie polecam nikomu — dla mnie była to interesująca wycieczka w otchłanie ludzkiego szaleństwa, ale jeżeli nie jesteście wytrenowani w tych klimatach, to raczej unikajcie.
#4: Szybka pięść w twarz
Czyli krótkie rzeczy do zrobienia w jeden, dwa wieczory, a których ładunek emocjonalny ledwo mieści się na tej ograniczonej liczbie stron, z których się składają.
Jednym z najpiękniejszych tekstów, jakie w tym roku przeczytałem, było opowiadanie “The Hearts of Kings” Hannsa Heinza Ewersa w wydaniu z niesamowitymi rysunkami Stefana Eggelera. To absolutna perełka, o której świat zapomniał, a absolutnie nie powinien — i każdy, kto lubi Edgara Poe albo black metal powinien sobie na to zerknać, bo jest po prostu wybitne.
Antonin Artaud jest znany natomiast głównie ze swoich teorii na temat teatru okrucieństwa i jakoś tak nie chciało mi się nigdy czytać jego rzeczy, bo ten słynny manifest zmęczył mnie na tyle, że odechciało mi się więcej — ale zerknąłem na “Heliogabalus: or, The Crowned Anarchist” i trochę mi szczęka opadła. Teoretycznie można by nazwać ten krótki tekst biografią Heliogabala, czyli cesarza rzymskiego, którego “krótkie panowanie jest znane ze skandali seksualnych i kontrowersji religijnych. (…) Po śmierci swego kuzyna, cesarza Karakalli, czternastoletni Heliogabal został wyniesiony do godności cesarza w wojskowym buncie wszczętym przez jego babkę Julię Maesę przeciwko następcy Karakalli, Makrynusowi”. Artaud opowiada jednak tę historię może i czerpiąc z faktów, ale wplata w nią specyficzny szalony mistycyzm i teatralną przesadę — całość brzmi jak monolog wygłaszany na scenie przez natchnionego aktora, z masą dygresji i dziwnych konstrukcji językowych. Rzecz, która na szczęście jest mniej “kontrowersyjna” niż “reklamowano” — albo jestem już totalnie znieczulony — ale na pewno dużo bardziej interesująca i sensowna niż “reklamy” sugerowały. Inaczej mówiąc: nie jest to, na szczęście, gówniany francuski pornuch.
I na zakończenie zostaje Thomas Bernhard, którego “Concrete”, sprawiało, że miałem ochotę bić narratora tak średnio co pół strony. Bernhard jest bezlitosny w swojej narracji — składającej się z ciągnącego się praktycznie bez enterów strumienia świadomości — i osiąga cel wybitnie. Bo mamy do czynienia z monologiem człowieka, który jest całkowicie sparaliżowany we własnej głowie i niezdolny do podjęcia jakiegokolwiek działania — mając prosty cel napisania książki sam generuje sobie problemy, byle tylko tego nie zrobić, a jednocześnie reaguje z pianą na pysku na każdego, kto by chciał/mógł jakkolwiek pomóc, a na to wszystko jeszcze nie ma sobie nic do zarzucenia i chociaż cała książka to jego autorefleksja nad stanem, w którym się znajduje, to jest przy tym kompletnie pozbawiony faktycznej refleksji na swój temat. Jest to nieznośna, koszmarna, irytująca, drażniąca i frustrująca książka, którą naprawdę można mieć ochotę wyrzucić przez okno. Polecam.
WERSJA POLSKA: “Beton”, Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza ATUT
Honorable Mentions
Oszczędzę wam polecanek związanych z religią, różnorakich albumów i tym podobnych i przejdę do ostatniej kategorii, w której nie ma żadnej myśli przewodniej — a są po prostu książki, które były fajne i które, potencjalnie, mogą kogoś zainteresować.
Bardzo przyjemnym czytadłem było “The Soul of A New Machine”, w którym Tracy Kidder w zaskakująco żywy sposób jest w stanie opisywać pracę nad komputerem. Jest to na tyle dobrze napisane, że dostało Pulitzera, ale co więcej — chociaż nikt w naszych czasach nie pamięta ani o Data General Corporation, ani o ich linii komputerów Eclipse, ani o głównym bohaterze książki, komputerze Eagle, to czyta się to wszystko tak, jakby miało faktyczne znaczenie dla historii. W praktyce jest to tak dobre głównie dlatego, że to opowieść o ludziach, których obsesje i oddanie potrafiły pokonać wszystkie przeszkody, z jakimi się spotkali, i dowieźć niesamowicie skomplikowaną rzecz, w którą wierzyli. Niektórzy wchodzą na Everest, inni robią komputery — a my przynajmniej mamy z tego świetne czytadło.
Trochę obsesji, tym razem związanej z muzyką, prezentuje też David Byrne, znany głównie z Talking Heads, w swoim “How Music Works”. I tak w sumie to kompletnie nie wiem dla kogo jest ta książka i po co istnieje, bo ani nikogo nie przekona do tego, że muzyka jest wspaniała, ani nie powie wiele nowego nikomu, kto już to wie. A mimo wszystko czuć w niej prawdziwą pasję i radość autora z tego, że może o niej opowiadać. Jeżeli lubicie poczytać o muzyce albo lubicie Talking Heads, to jest to taki miły literacki kocyk, którym możecie się okryć. Jeżeli nic z tych rzeczy, to w sumie nie macie tu raczej czego szukać.
Inne ciekawe rzeczy
Trochę tego było, ale nie chcę przedłużać, bo i tak dużo tekstu wyszło.
Na pewno poleciłbym “The Unquenchable Flame: Discovering the Heart of the Reformation” Michaela Reevesa, bo jest jedną z najlepszych książek historycznych, jakie czytałem — to świetnie, żywo napisana historia reformacji i samego Lutra… i chociaż może i brzmi to nudno, to jest to lektura, od której nie można się oderwać.
Z radością przeglądałem takie albumy jak “The Madman’s Library” Edwarda Brooke-Hitchinga (wydane w Polsce jako “Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze”), “Death: A Graveside Companion” Joanny Ebenstein, czy wydaną przez Bellonę kolekcję “Scen z Biblii” autorstwa Gustawa Dore.
Uśmiałem się przy “Paperbacks from Hell: The Twisted History of ‘70s and ‘80s Horror Fiction” Grady’ego Hendrixa i zasmuciłem przy “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz, które jest tak ładne, jak irytujące.
Mircea Eliade w “The Myth of the Eternal Return: Cosmos and History” wyjaśnił mi sporo na temat mojego osobistego podejścia do czasu, a Simone Weil w “Waiting for God” dała dużo ciekawych rzeczy do przemyślenia.
I mógłbym tak jeszcze trochę, ale no chyba wystarczy — to był książkowo dobry rok i strasznie się cieszę, że leżą obok mnie stosy lektur, które zapowiadają się równie dobrze, a i możliwe, że wreszcie będę mieć chociaż trochę więcej czasu i siły żeby coś czytać!
Numery w tym przypadku jednak niewiele znaczą, bo przecież książka książce nierówna — gówniany satanistyczny manifest na 20 stron (czyli wyrób książkopodobny) dodaje do licznika “+1” tak samo jak 666 stron pracy naukowej o nowoczesnym ureligijnionym satanizmie więc można, co najwyżej, na te moje przechwałki wzruszyć ramionami.
https://librarianswithpalestine.org/gaza-report-2024/
https://www.bbc.co.uk/news/world-middle-east-67664853
https://www.islamtimes.com/en/news/1241505/gaza-s-olive-groves-face-massive-losses-during-ongoing-war
https://www.reuters.com/world/middle-east/israeli-soldiers-play-with-gaza-womens-underwear-online-posts-2024-03-28/
https://www.abc.net.au/news/2025-06-07/gaza-lost-generation-of-students-academic-say/105379150
https://en.wikipedia.org/wiki/Kerem_Shalom_aid_convoy_looting
https://www.nbcnews.com/news/world/palestinian-boys-went-foraging-vegetables-they-were-detained-israeli-forces-n1260854
https://www.btselem.org/firearms/20220707_killing_of_thaer_mislet_in_al_birah
https://www.theguardian.com/world/2023/dec/08/footage-idf-israel-military-parading-palestinian-men-around-in-underwear
https://www.theguardian.com/global-development/2025/feb/25/israel-gaza-doctors-surgeons-healthcare-detention-international-law
https://en.wikipedia.org/wiki/Killing_of_Mohammad_Bhar


